piątek, 6 lipca 2012

Bo jestem chory, ale co z tego, nie?

Dzisiaj wpis bez zdjęć chłopaków.
Dzisiaj chciałam napisać o chorobie naszego ukochanego Bobcika.
Ponad rok temu, 18 czerwca 2011 Bobo pierwszy raz przekroczył próg naszego-swojego domu. Cały rok minął, można powiedzieć, spokojnie bez żadnych sensacji. Pieski żyły zgodnie, raz kochając się na zabój, po to by za chwilę zrobić zadymę w domu. Niedawno zauważyliśmy dziwne strzykanie w Bobkowym zadku. Najpierw czasem przy podnoszeniu, później już niestety coraz częściej.
No i pojechaliśmy do naszych "prowadzących" weterynarzy. Pani doktor zbadała Bobka, powiedziała, że nie ma pojęcia co mu może chrupać w tych kosteczkach, więc podała "głupiego jasia" i na stół do zdjęcia. I diagnoza - stawy brzydkie, dysplazja, chociaż "małe psy nie mają dysplazji"... i dalej "taki się urodził i taki musi żyć". Z zaleceniem ograniczenia ruchu, podawania odpowiednich suplementów i płaczącymi minami pojechaliśmy do domu.
Na drugi dzień, nie mając jeszcze pojęcia co to za choroba i co tak naprawdę możemy zrobić dla Boba poszukaliśmy psiego ortopedę. Zadzwoniłam i od razu zapisałam Boba na wizytę na następny dzień. Znany pan doktor ze znanej Kliniki dla zwierząt przyjął nas w swoim gabinecie, poprosił o zdjęcia i z mocą wyroczni stwierdził: choroba leg-perthesa (martwica głowy kości udowej), bo to jest mały pies. Jedyne co można zrobić w tak zaawansowanym przypadku jak Bobo to operować - zrobić resekcję główki i szyjki kości udowej. Przerażające.
Umówliśmy się na za tydzień, ponieważ Pan doktor chciał swoje cyfrowe zdjęcia. Cały tydzień między jedną wizytą a drugą to płacz, przeszukiwanie internetu, płacz, płacz, płacz, internet.... Podjęliśmy decyzję, że poddamy Boba operacji, no bo skoro tak trzeba no to co innego możemy zrobić. Oczywiście, jak sam Pan doktor zaznaczył, warunkiem udanej operacji jest odpowiednia rehabilitacja na bieżni wodnej. Na wszystko byliśmy przygotowani - tak nam się wydawało.
Druga wizyta - głupi jaś, Bobo śpi z otwartymi oczkami, znowu zdjęcia, jedno, drugie i tak dalej, zdjęcia łokci również... jest dysplazja tak zaawansowana, że operacja musi być najpierw na jedną nóżkę, potem rehabilitacja, po kilku miesiącach na drugą nóżkę i znów rehabilitacja. Po jakimś czasie operacje artroskopowe na łokciach - bo też jest zwyrodnienie. Umówiliśmy się dokładnie na zabieg, zleciliśmy przed zabiegiem wykonać biochemię i morfologię krwi, echo serduszka itp.
Ale cóż, skoro wątpliwości nadal były. I narastały z każdym dniem, który przybliżał nas do godziny zero.
No nic, poszukałam kolejnego Pana doktora, kolejnego ortopedę, no bo przecież to bardzo poważna decyzja i nie może być podjęta pochopnie i na pewno nie może być żadnych wątpliwości.
Pojechaliśmy do Pana doktora. Zobaczył zdjęcia. Wszystko dokładnie wyjaśnił. Powiedział co możemy zrobić. Doradził. Ale przede wszystkim najpierw chciał zobaczyć Boba - jak spaceruje, jak powolutku biegnie, generalnie jak się porusza. Jak sam powiedział: "ja nie leczę zdjęcia..."
I diagnoza - żaden perthes, żadna martwica, dysplazja "po prostu". I to taka dziwna dysplazja, bo Bobkowi w zasadzie nie wykształciły się główki kości. Zalecenia póki co dwa - dalej tablety i BASEN. Ruch umiarkowany. Tyle póki co. Oczywiście obserwować trzeba i dla naszej spokojności zrobić zdjęcia łokci, bo jak się okazało, te które mamy są niewystarczające...
Bobo jest chory, bardzo chory. Cały zadek chrupie, strzyka, czasem mocniej czasem w ogóle. Ale Pan doktor z katowic dał nam nadzieję, odradził operację, bo przecież to ostateczność. Dla psów, które kuleją, które nie potrafią się podnieść z bólu. Tymczasem Bobo wręcz rwie się do biegania, w domu sam wskakuje na fotele, łóżko i parapety (niestety nie zawsze jesteśmy w stanie go upilnować). Czasem może coś zaboli, ale Bobo chyba nauczył się z tym żyć.
Basen, właśnie... zalecenie niby nic, a jakie ważne. Kupiliśmy mu taki fajny, duży, w którym moczy zadek :) Coś tam próbuje, jakoś łapeczkami rusza, ale tak nam ufa, że czasem po prostu leży, a pańcie przytrzymują :)
O Tośku nie zapominamy. Tośku też pływa, ale z nim to trzeba ostrożnie, bo jak dzikus się znajdzie w basenie to trzeba wodę dolewać :)

Aaaaa, pieski nadal żyją "zgodnie" czego dowodem będą kolejne wpisy :)

RTG Bobisi :(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz