poniedziałek, 1 października 2012

Choroba nie wybiera :(

Pisałam już o tym jakie choroby wybrały sobie naszego kochanego Bobcia, ale nie pisałam o żadnych dolegliwościach od Tośka - tak jakby to był okaz zdrowia :) A niestety nie jest.

Tosiek cierpi na przykrą dolegliwość, zwaną "cherry eye". Fajna nazwa, prawda? Tylko niefajnie wygląda. Cherry eye to inaczej wypadający gruczoł łzowy. Jak wypadnie - tworzy się mała wisienka w wewnętrznym kąciku oka. Przeszkadza, bo ociera się o gałkę oczną i może powodować uszkodzenie oka. U Tosia dzieje się to mechanicznie - jak na przykład zbyt poszaleje z Bobkiem, jak za bardzo się poociera o podłogę, albo jak puści pawia. Bierzemy wtedy Tośka, zakrapiamy oczko i masujemy bardzo delikatnie tak, aby gruczoł wrócił na swoje miejsce.
Dotychczas zdarzyło się to może z 10 razy, za każdym razem udało nam się wisienkę wmasować, ale kiedyś może być tak, że gruczoł na swoje miejsce nie będzie chciał wrócić. Wtedy będzie czekała Tośka operacja.

Tośko ma jeszcze jedną dolegliwość, może ciut wstydliwą :) Czasem, gdy jest zbyt podekscytowany (że tak to powiem) puchnie mu siusiak :( I nasz wet powiedział, że bardzo mu przykro, ale chyba trzeba wyciąć klejnoty... Wytniemy pewnie w lutym.

Zdjęć nie ma, bo nie będziemy chwalić się spuchniętym siusiorem, a oczko "naprawiamy na bieżąco"

Ale to jeszcze nie wszystko - kilka dni temu chłopaki nabawiły się jakiegoś paskudnego uczulenia... zostały wygolone i chodzą w domu z gołymi tyłkami, bo przecież koszulki są zbyt krótkie :)
Na razie karmimy tylko gotowanym jedzeniem, kąpiemy i psikamy. Drapanie jakby trochę ustało...

www.wikipedia.org


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz