środa, 12 lutego 2014

Powtórka z rozrywki czyli Bonharen i guzek...

Bonharen u Bosia, a guzek u Tosia....

W poniedziałek wieczorem Tosia zachowywał się tak jak zawsze, wydawał się może trochę smutny... Pańcio wziął psiaka na ręce i wyczuł dużego, trochę miękkiego guza pod skórą. Guz jest z boku, przy żebrach, po wygoleniu włosów widać go dokładnie.Wczoraj pojechaliśmy do naszego weterynarza. Pooglądał, wymacał, powiedział, że Tosia ten guz boli i potwierdził nasze przypuszczenia - guz mógł pojawić się po uderzeniu. Wskazuje na to szybkość pojawienia się tego czegoś.
Przypomnieliśmy sobie od razu, że w październiku 2012 r. też miał guzek z tej samej prawej strony. Wtedy był mniejszy i twardszy, jak nasz weterynarz opisał w okolicach główki kości udowej, a ten, który pojawił się teraz jest w okolicach żeber i raczej nie łączymy ich ze sobą.
Tosiu dostał maści, którymi będzie smarowany przez 3 tygodnie.
Jesteśmy pewni, że to pomoże i za kilka tygodni nie będzie śladu po tym czymś. Nie może być inaczej i koniec.

I Boboś. Boboś może nie zdaje sobie z tego sprawy, ale na pewno jest szczęśliwy bo wczoraj rozpoczął trzecią kurację Bonharenem :) A jeszcze szczęśliwszy powinien być z tego powodu, że zdecydowaliśmy się podawać lek podskórnie. Jest to zdecydowanie mniej stresujące dla niego i dla nas. Nie musimy narażać przednich łapek na szarpania i wkłuwania się w żyły, jest tylko jeden "pik" w karczek i po strachu :) Jak nasz lekarz powiedział, nie ma się co martwić o wchłanianie tego preparatu, bo praktycznie nie ma żadnej różnicy czy damy do żyłki czy podskórnie :)
I to jest jedna dobra wiadomość, że cała kuracja powinna przejść całkiem gładko, a Bobo będzie mógł dłużej śmigać po ogródku :)

Wygolony kwadracik - miejsce guza :(



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz