sobota, 17 maja 2014

Małopłytkowość

Pańcio upomina się o nowy wpis, ale niestety czasem jest tak, że pisać się nie chce...

Tosiu się pochorował. I to poważnie i niespodziewanie, choć sam czuje się dobrze i nie wie, że choruje.
Poprzednio pisałam między innymi o tym jaki brzydki wylew podskórny zrobił się Tośkowi po zabiegu. Każdy z nas myślał, że to po prostu powikłanie, zwykły wylew krwi, nic więcej. Wylew zaczął schodzić na brzuszek, zmieniać kolory, aż w końcu sam zniknął. I był spokój. Tosiu czuł się bardzo dobrze, razem z bratem psocił i nic nie wskazywało na to, że coś może się stać. Aż tu nagle, dwa dni przed świętami Tosiowi zrobił mały wylew na szyji. Myśleliśmy, że to po jednej z zabaw z Bobem. Na drugi dzień wylew się powiększył, na brzuszku zrobił się drugi. Zanim dojechaliśmy do lekarza, malutkie wylewy krwi były już praktycznie na całym brzuszku, na głowie i tam gdzie miał założone szelki.
Potem były już badania krwi, krew nie chciała krzepnąć, zrobił się ogromny czarny krwiak i obrzęk. Było też usg... Diagnoza - małopłytkowość. Płytek krwi prawie w ogóle.








Teraz, na szczęście, sytuacja już opanowana, płytki krwi wróciły do normy i są w jej górnej granicy :) Ale o szczegółach leczenia i konkretnych wynikach badań napiszę w następnym poście. Najważniejsze, że nasza Roladka (jak to po sterydzie apetyt dopisuje aż zanadto, Tosiu się zaokrąglił i "zroladził") czuje się dobrze :)

Prosimy o kciuki, żeby płytki krwi już zawsze utrzymywały się w normie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz